12 września 2010, godz. 22:37
nazwałem dziś Amelię ciotą. zasłużyła. nie obraziła się, oczywiście, bo jeśli już ktoś w naszym gronie jest ciotą, to chyba ja przecież.
bo wiecie, że domy mają duszę.
ale i podwórka, i bramy, i - co najważniejsze - klatki schodowe.
niektóre "mówią" mi wprost, spieprzaj, dziadu, inne przytulają. to samo mieszkania. czasem czuję nagromadzoną w nich złość, czasem nic nie czuję, bo są tak tępe, pozbawione metafizyki, jak drewniane kloce (najczęściej wielka płyta lub twory z lat dziewięćdziesiątych).
najmilsze są te oddane do użytkowania po roku 2000. nie chodzi tylko o to, ze są zazwyczaj doskonale wykończone, z gustem, zadbane, utrzymane troskliwą ręką. to też, i takie mieszkania odwzajemniają całe nagromadzone w nich ludzkie ciepło, przekazują je nawet intruzom, jak my.
ale one właśnie mówią mi od progu - "witaj, w domu, kochany!".
kochany!
to własnie zdarzyło mi się dzisiaj na Ursynowie.
a ta mi mówi, że ładnie i owszem, ale my potrzebujemy czegoś większego, bo jak już kupować to kupować i jeszcze obejrzymy WIELE mieszkań!
a ja już nie mogę.
niech sama sobie szuka i ogląda.
ile można w końcu wystawiać się na działanie duszy domów? nie wytrzymuję tego. za bardzo się angażuję, ale one są takie silne..!
złe umiem odepchnąć, ale te dobre przytulają mnie i wyjście stamtąd zanadto boli. w końcu ilu przyjaciół się ma na świecie? zero. więc zanadto boli.
ciota jedna!!!!
5 września 2010, godz. 22:57
nie chcę zapeszać, ale chyba dziś znalazłem mieszkanie DLA MNIE!
jeszcze przekonać Amelię, że marzeniem jej życia jest mieszkać na peryferiach Warszawy pod lasem i nareszcie będę miał swoją TWIERDZĘ.
dużo skosów, okna dachowe plus zwykłe okna w ścianie.
w najwyższym miejscu 3 metry z hakiem.
blok w centrum pierścienia z innych bloków.
zatrzasnąłbym tylko wejściową bramę na osiedle i już byłbym bezpieczny.
potem myk do naszego Gniazda i cały ten świat pełen niezrozumiałych, egoistycznych ludzi zniknąłby już całkiem.
a ja bym sobie leżał pod tym oknem dachowym w moim pokoju i patrzył na przepływające chmury.
4 września 2010, godz. 15:16
ostatnio jestem strasznie zalatany. oglądamy z małą mieszkania (koszmar), chodzę na rozmowy kwalifikacyjne o pracę (koszmar do kwadratu), do tego zapłaciłem w autobusie karę. i nic kanara nie przekonało, nawet fakt, ze miałem doładowaną karę miejską na kwartał, tylko zapomniałem ją aktywować po wejściu.
a z ciekawostek ostatniego tygodnia, to Kaśka dostała pozew o rozwód. nie swój, rzecz jasna, tylko mężowy. no i jak gość się upewnił, że papier dostał sie do rąk żony, spakował manatki i wyniósł się do jakiejś, uwaga, uwaga, baby starszej od Kaśki jakieś 10 latek, lekko licząc! czekała na niego pod domem, stąd wiemy. na pożegnanie Kaśka usłyszała jeszcze, że ma być bez orzekania o winie, bo on chce zacząć nowe życie z czystym kontem.
a pozew Kaśki już pewnie w drodze, gdyż spotkanie z panią prawnik było udane. jak facet weźmie go do ręki, może być ciekawie. z mojego punktu widzenia jako osoby bezstronnej, oboje wykonali klasyczny szach i mat :)
strasznie jestem ciekaw treści obu pozwów, bo Kaśka na ten temat nie chciała nic mówić, a ja nie nalegałem, bo prawdziwy przyjaciel wie, kiedy się zamknąć.
zresztą najwyraźniej coś się w niej obudziło, jakiś człowiek.
w końcu.
i nie wygląda już na typowe kobieciątko przyklejone do męża pięniędzmi i dziećmi. to ta wygrana w totka albo sam nie wiem, co. trzeba być kobietą, aby zrozumieć kobietę, prawda?
tak piszę tę notkę na raty, ale koło południa byłem w Empiku poczytać i zapodałem sobie kawę. poprosiłem o mochę z podwójnym espresso i koło pierwszej się zaczęło. mało nie wysadziło mi gałek ocznych z orbit, hehe, że tuż nie wspomnę o gonitwie myśli i trzęsawce. toteż udałem sie do domu pieszo BIEGNĄC i nawet się nie zmęczyłem :)))) a pięć kilosów pękło :))))
normalnie naspawałem się tą kawą na maksa :)))
teraz natomiast, a jest już 21.00, czuję sie normalnie.
za to mieszkanie lśni się jak psu jajca :D
mój kumpel oszaleje z radości, gdy przypedałuje na metę. toteż kończę, trzeba jeszcze ze śmieciami pognać, wziąć kąpiel, wypachnić się i czekać na imprezowicza, chocby do rana, jako iż nie zanosi się, abym miał dziś jeszcze zasnąć. jak znowu przywlecze jakiegoś przydupasa w ząbek czesanego, spuszczę mu manto i nawet mi powieka nie drgnie. no ile można w końcu.
nie wiem, co było w tej kawie, ale już nigdy więcej podwójnego espresso w Empiku :P
22 sierpnia 2010, godz. 16:07
moja Kaśka wygrała w totka!
co prawda wygraną musiała się podzielić z pewną grupą maniaków hazardowych, w skutek czego status milionerki rozwiał się jak sen jaki złoty, ale i tak jestem pod wrażeniem :)
jako wieleczasumający szukam więc dwóch mieszkań, tak naprawdę.
kasa w darowiźnie od piątku na moim koncie, jeszcze tylko muszę zgłosić to do Urzędu Skarbowego. dlaczego, ktoś zapyta?
a dlatego: mąż nic o fortunie nie wie, póki co, a jutro Kasieńka ma spotkanie z prawnikiem w celu wysmażenia porządnego pozwu rozwodowego. pieniędzy nie ma? nie ma. więc nie będzie czym się dzielić. gołą ją wziął i goła od niego pójdzie. poza ulubionymi zabawkami dzieci, zdjęciami dzieci i ubraniami dzieci nie weźmie ze sobą NIC.
jestem za, to małżeństwo nie miało sensu od samego początku, moim zdaniem.
Kaśki plan na najbliższy kwartał: zamieszkać w M2 jako samotna matka dwojga, znaleźć pracę, wrócić na studia (zaoczne), jak sie uda, to rozwieść się. sukces może być, bo teraz już oba diablęta będą przedszkolne. trochę obawiam się o Chłopaka z Pragi, w końcu to macho, pewnie będzie walczył o swoją własność. będzie sie działo, psiakrew.
na koniec jeszcze jedna dobra nowina:
i ja też wracam na studia, od października. w końcu pozostało mi napisanie magisterki i obrona.
jednym słowem: ruszyło się u nas, i w mordę, tak trzymać!
a czy taki widok chciałbym mieć, hm? za 580 tysiączków.
18 sierpnia 2010, godz. 23:00
za, bagatela, 670.000 zł.


Amelka jest na tak, a ja nie. widzę tu tylko szarość, a mamy sierpień. co będzie zimą? nie chcialbym pochlastac sie w chwili, gdy życie nabrało kolorów i tempa.